sobota, 9 lutego 2013
Rozdział 2
-KURWA ! PATRZ JAK CHODZISZ !-wydarłam się tak głośno,że większość ludzi idących chodnikiem odwróciła się w moją stronę.
-przepraszam... nic Ci nie jest ? Nie trzeba Cię zawieźć do lekarza ? - chłopak gadał mieszaniną tysiąca języków. Dobra przesadziłam z tym tysiącem.. gadał w angielskopolskoserbskim języku .
-nie-odburknęłam- jedyne co mi teraz trzeba to pomóc wstać.
-a tak jasne- powiedział po czym szarpną mnie za rękę i stałam już na nogach. Dopiero teraz zobaczyłam jaki jest wysoki, na oko jakieś 2 metry, może więcej. Przy nim wyglądałam jak karzełek, zwlaszcza z moim metr siedemdziesiąt-sześć.- na prawdę nic Ci nie jest ? Nie trzeba Cię zawieźć do szpitala czy coś ?
-jestem cała jak widać, gorzej z moim aparatem..
.-o kurczę, słuchaj... tu nie daleko jest jakiś sklep z takimi rzeczami, to Ci go odkupię, ale musisz iść ze mną, bo ja się nie znam zbytnio na takim sprzęcie..
-dobra wyluzuj, on jes na gwarancji a tak po za tym mam jeszcze dwa w domu, także "noł problem".
-to chociaż w ramach re..remo...rekpo..
-rekompensaty ?
-taa czy jak wyy to tam mówicie, to może w ramach tej re-kom-pen-sa-ty dasz się wyciągnąć na obiad ?
- na obiad to z chęcią, a tak w ogóle to Karolina jestem- zdobyłam się na lekki uśmiech.
-Kostek- uścisneliśmy sobie dłonie- to gdzie idziemy ?
-szłam w kieruku oo..tamtej pizzeri wiec może tam ?
-okeej.- odparł i ruszyliśmy w kierunku lokalu.
Po dotarciu na miejsce, zamówiliśmy jedną, dużo hawajską pizze i dwie cole. Chłopak otworzył je i rozlał napój do szklanek.
- widzę pani fotograaf, tak ? - spytał, kiedy zaczęliśmy ''szamać'' posiłek, który przyniosła kelnerka.
-tak, a Ty czym się zajmujesz ?
-gram w siatkówkę.
-skądś cię kojarzę.. a w jakim klubie jak można wiedzieć, oczywiście?
-W Skrze Bełchatów.
-to pewnie widziałam Cię gdzieś w telewizji jak byłam u mojej przyjaciółki Ani. Ona jest waszą wielką fanką i ogląda każdy mecz, nawet w pracy.
-a Ty ?
-ja nie interesuję się aż tak siatkówką, żeby znać każdego zawodnika.
-mhm... masz jakąś kartkę i długopis ?
-powinnam coś mieć..-otworzyłam torebkę i zaczęłam szukać tych przedmiotów.
-tuu masz kartkę..a długopis..o jest ! -wręczyłam Kostkowi wyznaczone rzeczy.
-Ania nazywa się twoja przyjaciółka, tak ?
Pokiwałam twierdząco głową. Patrzyłam jak chłopak bazgrze coś na kartce.
- masz, daj jej to, może się ucieszy.
-dziękuję. Na pewno.. już to widzę jak lata po całym domu i piszczy jak oszalała.. a jaa nie dostanę ?-zrobiłam oczy kota ze Shreka.
-nie, Ty dostaniesz następnym razem.-powiedział, po czym dostał ode mnie kuksańca w ramię.
Rozmawialiśmy tak jeszcze z dobrą godzinę. Wychodząc Kostek zostawił należną sumę na stoliku. Wymieniliśmy się numerami i każdy udał się w swoją stronę.
Kolejny rozdział dodaję już teraz bo tak mnie jakoś naszło:-) mam nadzieje że sie spodoba :-P przepraszam za bledy :-D z fartem :-)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz